poniedziałek, 7 stycznia 2013

Fenomen włoskiego aromatu kawy

 
Polacy kochają wszystko co włoskie, począwszy od kuchni, a skończywszy na ubraniach Giorgio Armaniego, zresztą nie bez powodu, gdyż ubierają się u niego największe gwiazdy światowego kina i estrady.  

Jest jeszcze coś, bez czego nie wyobrażamy sobie włoskiego klimatu. To najlepsza włoska kawa, mająca niepowtarzalny smak i aromat, niezastąpiona dla prawdziwych pasjonatów czarnego napoju.

Jak się okazuje nie tylko Polacy doceniają smak kawy włoskiej, jest ona najbardziej cenionym napojem na świecie. Nawet jej nazwa pozostaje oryginalna, nie przekłada się jej na inny język, jak to czyni się w przypadku innych kaw. Włosi zresztą biją rekordy w piciu kawy, kiedy Polak średnio wypija około 3 kilogramów kawy rocznie, Włoch wypija jej nawet 4,5 kilograma, przeciętnie 4 filiżanki dziennie. Ponadto zalicza się mieszkańców Italii do największych producentów kawy, choć nie zajmują się jej uprawą. Są natomiast mistrzami w kompozycji różnego rodzaju ziaren, których smak i zapach pozostaje na długo niezapomniany.

Włosi piją kawę nie tylko często, ale i szybko, najczęściej przy barze, dlatego we włoskich kawiarniach jest mało miejsc siedzących, a rachunek zazwyczaj płaci się przed konsumpcją. Paradoksalne jest to, że Włosi piją w pośpiechu kawę, której najmniejszy łyk celebrują kawosze z całego świat.

Dla Włochów nie ważne jest, że piją kawę w pośpiechu, z reguły na stojąco, ale nie bez różnicy jest to, jak zostanie podana i przygotowana. Mają swoje ulubione rodzaje kawy, a także przywiązują wagę do naczynia, w którym zostaje podana. Poranne śniadanie nie może odbyć się bez cappuccino, latte i wszelkich mlecznych odmian i to z dodatkiem słodkiego rogalika- cornetto. To żelazna zasada, którą żaden rodowity Włoch nie odważy się złamać, nie zdarzy mu się zamówić cappuccino na przykład po obiedzie. Dlaczego? Ponieważ jest to niedozwolona pora, a zła decyzja może kosztować go niestrawnością. Z wyjątkiem śniadania, we Włoszech pije się kawę po posiłku, czyli pije się ją na śniadanie, ale po obiedzie i kolacji. Kawa zawierająca mleko, spożywana po śniadaniu może spotkać się z niezrozumieniem ze strony mieszkańców Włoch.
Tak naprawdę dla Włochów każdy czas jest dobry do picia kawy, niezależnie od panującej aury, nastroju, jest to rytuał, którego nic nie jest w stanie zakłócić. Do najpowszechniej znanych kaw włoskich można zaliczyć espresso, małą, ale bardzo mocną kawę. Co ciekawe, dla Włochów espresso to po prostu kawa. Popularna jest także cafe lungo, cappuccino, cafe late.

Polscy kawosze są w komfortowej sytuacji, gdyż nie muszą jechać do Włoch by móc napić się włoskiej kawy o niepowtarzalnym aromacie.

czwartek, 20 grudnia 2012

Zima przyszła, czyli grochówka na boczku.

 
Zima nas nawiedziła i zimno przeokrutnie się zrobiło (acz podobno na Alasce przy tej temperaturze nie zamykają lufcika podczas kąpieli) i jakoś tak człekowi ciężko na duszy, o ciele nie wspominając.  

Szczęście w nieszczęściu ferie trwają w najlepsze i Justa w kuchni szaleje, co się dobitnie przekłada na wzrost mojego optymizmu, znaczy powiedzenie „przez żołądek do serca” ma sens. Tydzień temu (mniej więcej) zachciało nam się konkretu pod tytułem grochówka i moja starsza córka takie cudo uskuteczniła.

 Udała się w tym celu do zaprzyjaźnionego sklepu aby nabyć odpowiednią ilość grochu łuskanego, tak zwane połówki (30 dag) ponieważ cała reszta ingrediencji znajdowała się w domowej lodówce. Reszta, czyli słusznej wielkości (ok. 40 dag) kawałek boczku wędzonego i 2 średnie marchewki wylądowały w garnku z zimną wodą i po zagotowaniu w ich towarzystwie wylądowało pół kostki rosołowej (wołowa, marka jak kto lubi), sól i dwie szczypty mielonej ostrej papryki, po czym ogień został zmniejszony i wywar pyrkotał wesolutko jeszcze przez 40 minut. W tym czasie moja latorośl postawiła na palniku (po wcześniejszym dokładnym opłukaniu) groch, zalany wodą na dwa palce (czyli mniej więcej 2 centymetry ponad). Gdy ów się zagotował, ogień został zmniejszony do minimum, do środka dołączyło pół łyżeczki soli i dwie solidne szczypty suszonego majeranku. Miękki, ale nie rozpadający się groszek został potraktowany blenderem, skutkiem czemu zmienił się w piure, potocznie zwanym ciapają, któraż to ciapaja wylądowała w garnku z wywarem i została poddana krótkiej obróbce termicznej na niewielkim gazie celem dostatecznego połączenia składników. Zupa została leciutko uszlachetniona przez dodanie świeżo zmielonego pieprzu i w towarzystwie grzaneczek z buły zrumienionej na masełku wylądowała na talerzach czym przeokrutnie ucieszyła mój żołądek.
 Niestety nie zdążyłem zrobić zdjęcia owego specjału, ale na pocieszenie zaserwuje obrazek jeszcze ciepłego boczusia, któren to został spożyty z bagietką, oczywiście z zachowaniem odpowiednich proporcji.


 


Gwoli ścisłości (coby się nikt nie czepiał) ów specjał to zupa krem, bo grochówka w postaci „czystej” to już zupełnie inna bajka.

piątek, 7 grudnia 2012

Co warto wiedzieć o cateringu

 
Od dłuższego czasu  
usługi cateringowe
  na polskim rynku zdobywają coraz większą popularność. Świadczą ją nie tylko wyspecjalizowane firmy, ale również rosnąca liczba restauracji, które w ramach swoich usług zapewniają gastronomiczną i kelnerską obsługę przyjęć, bankietów czy innych imprez, odbywających się poza ich lokalem. 



Na Komunię i wesele


Catering jest rozwiązaniem coraz częściej wybieranym podczas planowania przyjęcia komunijnego czy weselnego. Do historii przechodzi przygotowywanie wesela przy pomocy wynajętych kucharek czy kilka dni intensywnych prac w kuchni przed Pierwszą Komunią córki czy syna. Opcja zakładająca obsługę cateringową nie tylko jest niewiele droższa (przygotowując przyjęcie samodzielnie także przecież trzeba kupić wszystkie potrzebne składniki, do tego doliczyć należy zużyte podczas pracy wodę i gaz), ale dodatkowo pozwala oszczędzić wiele cennego czasu, który przeznaczyć można na inne czynności. Dzięki temu te ważne wydarzenia w życiu rodziny powitać można radośnie, bez nerwów i stresu, czy na pewno wszystkie potrawy się udadzą.

 
Przyjęcia koktajlowe i konferencje

 
Profesjonalne firmy cateringowe i restauracje mają w swojej ofercie nie tylko obsługę wielkich imprez, takich jak wesela czy studniówki, ale także konferencji czy drobniejszych przyjęć, na których serwowane są nie dania gorące a przekąski, niewielkie porcje sałatek, drinki czy tace kanapek i tartinek. W przypadku tego typu wydarzeń catering również jest rozwiązaniem najwygodniejszym: gwarantuje nam szeroką gamę przekąsek, których wybór uzależniony jest od naszych preferencji i potrzeb, a także pozwala nie myśleć o tym aspekcie przyjęcia i skupić się na innych punktach organizacji.

 
Wybierz sprawdzoną firmę

Podczas wyboru firmy, której zlecimy obsługę cateringową naszego przyjęcia czy konferencji warto dobrze przyjrzeć się oferowanym przez nią standardom. Najlepiej, jeśli mamy możliwość skorzystania z usług firmy, którą poleci nam ktoś ze znajomych czy rodziny, bądź takiej, z której oferty mieliśmy już okazję skorzystać sami – na przykład uczestniczyliśmy w obsługiwanym przez nią przyjęciu. Niestety nie wszystkie firmy i restauracje spełniają jeszcze wymagane standardy, dlatego przed podjęciem decyzji warto dokładnie je „prześwietlić” - w końcu smaczne i przede wszystkim świeże jedzenie to podstawa wielu imprez. W największych polskich miastach, takich jak Warszawa czy Wrocław catering oferują renomowane firmy czy restauracje i o jakość oferowanych przez nie usług nie musimy się obawiać, jednak w mniejszych miasteczkach nie wszystkie lokale bądź firmy cateringowe zdążyły już wyrobić sobie rozpoznawalną markę. Niestety na rynku wciąż funkcjonują i takie podmioty, którym zależy głównie na zysku i nie przywiązują tak dużej wagi do wykorzystywanych podczas przygotowywania potraw składników czy standardów obsługi. Dlatego jeśli zależy nam na zadowoleniu i dobrym samopoczuciu naszych gości, a także na uniknięciu późniejszego stresu, zawsze korzystajmy tylko z usług sprawdzonych firm.Od dłuższego czasu usługi cateringowe na polskim rynku zdobywają coraz większą popularność. Świadczą ją nie tylko wyspecjalizowane firmy, ale również rosnąca liczba restauracji, które w ramach swoich usług zapewniają gastronomiczną i kelnerską obsługę przyjęć, bankietów czy innych imprez, odbywających się poza ich własnym lokalem.


wtorek, 20 listopada 2012

Pomysł na smaczny obiad ...

 
Jeśli lubisz śródziemnomorskie potrawy, to na pewno dużą przyjemność sprawi Ci pomysł na obiad po włosku. W Twoim menu nie może zabraknąć miejsca na pastę z aromatycznym sosem, pizzę, cienko krojoną szynkę parmeńską serwowaną z melonem, ryby, owoce morza, a także rozmaite mięsa i świeże warzywa. 

Charakterystyczne są także kolorowe przystawki, które podaje się z kieliszkiem prosecco lub innym trunkiem pobudzającym apetyt przed obiadem lub kolacją. Zwyczaj serwowania aperitif, to ten element tradycji kulinarnej Włochów, którego najbardziej brakuje po powrocie z wakacji w słonecznej Italii... Rytuał ten zwykle odbywa się w barze gdzie spotykają się znajomi i przyjaciele; popijając prosecco, przegryzając mini kanapeczki, bakłażany zapiekane z mozzarellą, czy grillowane krewetki, żywo dyskutują o mijającym dniu, o polityce, sztuce i gotowaniu, z którego naród ten jest niezwykle dumny. Kiedy kieliszki są puste, a z talerzy zniknęło antipasto wszyscy się żegnają i rozchodzą; jedni do domów, gdzie samodzielnie przygotowują obiad, a inni do swych ulubionych gastronomii, gdzie serwuje się lokalne specjalności.

Trzeba bowiem wspomnieć, że kuchnia Włoska jest niezwykle zróżnicowana regionalnie i zupełnie niesłusznie kojarzy się obcokrajowcom jedynie z pastą i pizzą. Jednak prawdą jest, że ten neapolitański przysmak podbił serca i podniebienia większości mieszkańców globu, tak więc nic dziwnego, że dostaniemy go w każdym zakątku Italii. Według znawców, najlepsza pizza to ta klasyczna i najprostsza Margherita, czyli zawierająca jedynie ser mozzarella, sos pomidorowy, oliwę i bazylię. Ciasto na pizzę powinno być wyrabiane i formowane ręcznie, a następnie wsuwane do gorącego pieca opalanego drewnem. Idealnie upieczona pizza jest cienka, chrupiąca i aromatyczna. Jak każda popularna potrawa, również i pizza doczekała się wielu modyfikacji, dlatego w każdej pizzerii mamy do wyboru różne dodatki, najczęściej są to warzywa, ryby, owoce morza i mięsa ale nie brakuje też wersji na słodko, można zamówić pizzę z brzoskwiniami, ananasem, bananami, a nawet z czekoladą!

Pomysł na obiad przywodzący na myśl gorące lato w Toskanii, to bakłażan zapiekany z mięsnym farszem i sosem beszamelowym, krem z pomidorów z dodatkiem białej, rozpuszczającej się mozzarelli i cienka pizza, która wyjęta prosto z pieca roztacza niezwykły aromat ziół... Do tego oczywiście karafka wina i towarzystwo przyjaciół z którymi toczymy długie rozmowy, podczas gdy dookoła słychać cykady, a rozgrzane powietrze pachnie rozmarynem.

środa, 7 listopada 2012

Potrawa łącząca narody ...

 
Każdy wie, że podstawową potrawą kuchni włoskiej jest  
pizza
Je się ją na całym świecie - począwszy od Ameryki, przez Europę a skończywszy na Azji i Australii. 

Niektórzy uważają pizzę za nieco bardziej specyficzny fast food, jednak nie tam, skąd pochodzi, tu jest bowiem typowym daniem obiadowym. Pierwszą wersję tego, co dziś nazywamy pizzą, prawdopodobnie stworzyli Grecy pod postacią chleba nasączonego oliwą, czosnkiem i z odrobiną ziół. Teraz ciasta używa się tam w inny sposób- w postaci chleba pita, podobnie jak w Turcji. 

Trafił do Rzymu w piątym wieku przed naszą erą. Włosi wzbogacili podstawowy przepis o sos pomidorowy, nieodłącznie stosowany w nowoczesnej formie pizzy. Ta z dodatkiem sera mozarelli oraz bazylii to margharita- najpopularniejsza i najprostsza odmiana tego pysznego wypieku, nazwana tak na cześć królowej Małgorzaty, którą uważa się za matkę chrzestną pizzy.

Każdy region Włoszech specjalizuje się w różnych odmianach. W Rzymie, stolicy prowincji Lazio, podaje się pizzę pokrojoną na cztery kawałki, a każdy z nich zawiera inne dodatki. Na Sycylii do podstawowej bazy w postaci sera i sosu dodaje się popularne tam oliwki, na Sardynii- karczochy, w Trydencie natomiast dodaje się grzyby, a w Apulii- owoce morza. Włoską stolicą pizzy nazywa się Neapol, gdzie jest konsumowana i przez biedotę i w eleganckich restauracjach.  W zależności od typu pizzy zmienia się również spód. Ręcznie podrzucana musi być cienka.

Największą pizzę przygotowano w Johannesburgu w Republice Południowej Afryki, miała ona prawie czterdzieści metrów średnicy a na jej zrobienie potrzebowano pół tony mąki, osiemset kilogramów sera i dziewięćset kilogramów puree z pomidorów. Najdroższa pizza kosztowała ponad dwa i pół miliona dolarów amerykańskich. Dodatki są jednak warte tej ceny: sos z suszonych w toskańskim słońcu włoskich pomidorów, wędzony łosoś prosto ze Szkocji, kawałki dziczyzny, homar, marynowany w koniaku oraz kawior uprzednio moczony w szampanie. Najbardziej drogocennym składnikiem było jednak jadalne złoto. Trochę tańsza jest pizza dostępna w sieci pizzerii „Nino’s Bellisima”, zwana mianem najbardziej ekstrawaganckiej. Zawiera sześć rodzajów kawioru, tłustą, kremową śmietanę, cebulę dymkę oraz mięso z świeżego homara. Obecnie pizza należy do najpopularniejszych dań na świecie i z pewnością tych najsmaczniejszych.

sobota, 20 października 2012

Kapusta - niezastąpiona w kuchni

 
Kapusta

  jest jednym z najcenniejszych skarbów jakimi obdarzyła nas natura, jeśli zestawimy ją z innymi warzywami to zobaczymy, że należy do grupy która dostarcza nam najwięcej składników odżywczych. 

Jest bogatym źródłem witamin, zwłaszcza witaminy C, na którą zapotrzebowanie zwiększa się zimą i wówczas warto wprowadzić do menu potrawy z kapusty zarówno słodkiej jak i kiszonej. Najbardziej popularne w polskiej kuchni są łazanki gołąbki, bigos oraz surówka z kiszonej kapusty. Specjalności, które cieszą się u nas popularnością wzbudzają czasem zdumienie u obcokrajowców; trzeba przyznać, że widok brei z kawałkami mięsa może nie wygląda zachęcająco, ale wystarczy spróbować, by wszelkie wątpliwości ustąpiły miejsca kulinarnym zachwytom!

Aby przygotować staropolski bigos należy kupić kilka rodzajów mięsa i wędlin, najlepsza będzie łopatka wieprzowa, wołowina bez kości, aromatycznie uwędzona szynka i kiełbasa. Na 2 kilogramy kiszonej kapusty trzeba około 1,5 kilograma mięsa, jednak proporcje te można zmieniać w zależności od naszych kulinarnych upodobań. Dodatki, które decydują o winnym smaku potrawy, to czerwone wino które dodajemy podczas smażenia wołowiny i wieprzowiny oraz suszone śliwki, które wrzucamy już do połączonych składników bigosu, czyli ugotowanej kapusty i osobno przygotowanych mięs.

Dla smaku i aromatu nieodzowne są grzyby leśne, liść laurowy, ziele angielskie, owoce jałowca oraz pieprz ziarnisty. Tajemnica dobrego bigosu tkwi nie tylko we właściwym doborze ziół i przypraw, ale także w tym, że jest on tym lepszy, im więcej razy go odgrzewamy. To dlatego najwspanialszy smak bigosu uzyskujemy dopiero po kilku dniach! Choć potrawa wydaje się być prosta w przygotowaniu, to jednak nie jest łatwo uzyskać jej idealną konsystencję; bigos nie może być ani zbyt suchy, ani zbyt wodnisty - po nałożeniu na talerz sos nie może się rozpływać.

Dosyć podobną potrawą są łazanki, czyli rodzaj płaskiego makaronu serwowany z ugotowaną i podsmażoną z różnymi dodatkami kapustą. Zwykle jest to zeszklona cebula i pieczarki, ale spotyka się też przepisy na łazanki z kapustą i wieprzowiną, kiełbasą lub z boczkiem. Makaron gotujemy osobno, powinien być al dente gdyż będzie jeszcze podgrzewany razem z kapustą. Ugotowaną do miękkości kapustę należy pokroić i połączyć z podsmażonymi kawałkami mięsa, cebuli, grzybów lub pieczarek. Całość podgrzewamy i doprawiamy do smaku według uznania. Łazanki można też przełożyć do żaroodpornego naczynia i zapiec w piekarniku, w jednej i drugiej wersji serwujemy je na gorąco jako danie główne.

niedziela, 7 października 2012

Wieczór w klubie kolacyjnym


- Klub kolacyjny

A co to takiego? – spytałem. Ta nazwa absolutnie nic mi nie mówi. A takie słowa figurowały na zaproszeniu, jakie podarowali mi znajomi. - Musisz iść koniecznie, spójrz, jest niedrogo – dodali. 

No to idę. Na zaproszeniu jest adres. Ten klub znajduje się na pobliskim osiedlu. Dziwne. Nie w centrum Gdańska? Na jego stronie internetowej sprawdziłem jeszcze menu na ten szczególny wieczór. Kolacja złożona z czterech dań. Wszystko za dobrą cenę. W przeciętnej restauracji mógłbym zamówić co najwyżej połowę tego, co widzę w tej karcie, i to jeszcze bez wina.


Pod adresem klubu znajdował się… zwykły blok, jakich pełno na naszych osiedlach. Idę do klatki, dzwonię. Po chwili jestem już pod drzwiami mieszkania, które otwiera mi elegancka kobieta. Jak się zaraz okazuje, pani domu. Klub znajduje się w mieszkaniu, kilka pokoi, kuchnia, łazienka i toaleta. To jest dom organizatorów. Ciekawy pomysł, ciekawe co z tego wyniknie... Kobieta przedstawia mnie mężczyźnie, który buszuje właśnie w kuchni. To kucharz i jednocześnie gospodarz spotkania. Wita się ze mną szybko i zaraz wraca do gotowania.

Pani domu prowadzi mnie do salonu. Tam przy dużym stole na tuzin osób siedzi już kilkoro innych gości. Szybko się sobie przedstawiamy. Różne zawody, różne zajęcia, różne pasje. Dość przypadkowa zbieranina. Ale wkrótce dociera do mnie, że wszystkich nas coś jednak łączy – miłość do dobrego jedzenia.  Siadam przy stole. Przede mną eleganckie talerze i sztućce, kilka kieliszków i szklanek, półmiski z zakąskami – oliwki, dojrzewające wędliny, dipy, pasztety i domowe pieczywo. Karafki pełne stołowego wina. Kilkanaście świec. Jest nastrój, jest jakaś lekka muzyka w tle. Naprawdę, podoba mi się. Żeby jeszcze jedzenie było fajne…

Chrupiemy zakąski, gawędzimy, dochodzą także ostatni goście. Gdy jesteśmy w komplecie, nasz gospodarz wita nas oficjalnie, nalewa do kieliszków aperitify i ogólnie opowiada o klubie. To pierwszy składkowy klub kolacyjny w trójmieście. Na stronie internetowej proponuje menu i składkę za jedną osobę. Bo wszyscy składają się na kolację. Jeśli komuś to odpowiada, przelewa pieniądze na wskazane konto i zjawia się w domu gospodarza. Proste i fantastyczne!

- Zarabia Pan na tym?

- A skąd! – odpowiada gospodarz. – To żadna działalność, to hobby. Wszyscy po prostu zrzucamy się na posiłek i cieszymy się nim oraz swoim towarzystwem. Jak paczka przyjaciół – uśmiecha się. 

Zaraz potem zapowiada przystawkę – koktajl krabowy z awokado z sosem pomidorowo – paprykowym. Zgrabny, kolorowy walec otoczony czerwonym sosem znika prawie natychmiast, popity chłodnym białym wytrawnym. Fajny melanż smaków, ciekawie skomponowany na talerzu. Po kilku minutach zjawia się zupa z porów z marynowanymi gąskami i chrupiącymi grzankami z bagietki. Jakoś nie przepadam za grzybami, bo ich nie znam i nie lubię zbierać. 
Ale to było naprawdę bardzo dobre!

Potem kilkunastominutowa przerwa, bo wołowina po burgundzku musi mieć czas, by dojść – tak mi wyjaśniono. W tym czasie gospodarz napełnia nasze kieliszków wytrawnym burgundem – akurat do wołowiny – i zaraz z powrotem leci do kuchni, a pani domu opowiada o winie. Mało co rozumiem. Wino pić lubię, ale nie znam się na nim kompletnie. Mimo to jestem pełen podziwu. Nie dość, że jedzenie jest świetne i gospodarze się na nim znają, to jeszcze o winie mogą godzinami rozprawiać. Jak dobrze, że są tacy pasjonaci…

Rozmawiamy sobie wesoło i dochodzę do wniosku, że wszystkich gości nie przywiodła tu tylko miłość do jedzenia. Przypatruję się innym. Wszyscy są roześmianie, są mili i sympatyczni. Otwarci. Lubią podróżować. Poznawać, to co nowe. Próbować, smakować, doświadczać. Ludzie niezwykle otwarci. No tak, ale przecież dlaczego mnie to dziwi? Jacy inni ludzie przyszliby do obcego mieszkania na posiłek, serwowany przez nieznajomych?

Nadchodzi wołowina. Coś na kształt gulaszu, ale pachnąca zupełnie inaczej niż to, co mi w domu serwowała mama. Sorry mamuśka, ale spadasz na drugie miejsce. No tak, to wołowina po burgundzku, duszona powoli w czerwonym winie.  Do tego sałaty z winegretem i usmażone w głębokim tłuszczu ziemniaczki zmieszane z ciastem ptysiowym. Nazwa była francuska i wyleciała mi z głowy. 
Co z tego, skoro było pyszne!

                  Kolacja powoli zbliża się do końca. Na stole pojawia się już słodkie wino, a to oznacza, że za chwilę deser. I faktycznie, gospodarze przynoszą talerze, na których leżą kawałki pomarańczowo – cytrynowej tarty, upieczonej na kruchym cieście. Tarty akurat sam czasem robię, a ta jest prawie tak dobra jak moje. Nie, jednak jest o wiele lepsza. W życiu nie udało mi się zrobić tak aksamitnych masy i ciasta. O rety… Gospodarz zapewnia, że da mi dokładny przepis. Po deserze rozmawiamy jeszcze trochę i wysuszamy nasze kielichy.

         Nikt nas nie wygania ani nawet nie daje do zrozumienia, że czas kończyć. Sami podnosimy się z krzeseł i zaczynamy dziękować. I jest za co. Dawno nie jadłem tak fantastycznych rzeczy, tak świetnie podanych. Gdybym nie wiedział, gdzie jestem, to obstawiałbym, że to najlepsza restauracja w mieście i zaraz dostanę ogromniasty rachunek. A tu wszystko za 90 złotych. Fenomenalne! Żegnamy gospodarzy i wychodzimy. Przed klatką jedna z par wręcza mi wizytówkę. Za chwilę już wszyscy wymieniamy się karteczkami. Warto mieć kontakt z takimi serdecznymi ludźmi.

        - Wrócicie tu, do klubu kolacyjnego? – pytam
        - Żartujesz? Pewnie, że tak! – prawie się przekrzykują. – Już nie możemy się doczekać następnej kolacji.


Mają rację. Ja też na nią przyjdę.